Wyszłam z sali i automatycznie wylądowałam na ziemi. Upadając wypadła mi torba z książkami i zawartość mojej torby wysypała się na korytarz. Czym prędzej zaczęłam zbierać z powrotem moje rzeczy do torby, nie przejmując się śmiechami innych uczniów. Gdy już wszystko było w mojej torbie obejrzałam się za siebie, by sprawdzić co było powodem mojego upadku. No a jakże by inaczej. Pod ścianą koło drzwi stała Clara. Mój największy wróg. To ona podstawiła mi nogę.
-Uważaj jak chodzisz.-powiedziała.-Zniszczysz mi jeszcze buty. Dopiero co je kupiłam.
-A co mnie to.-powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
-Co tam mruczysz pod nosem?-powiedziała śmiejąc się ze mnie.
Boże czy ona da mi wreszcie spokój? Co ja jej takiego zrobiłam? Całymi dniami nie dawała mi spokoju. Najgorsze było to, że klasa stała po jej stronie. Nikt nigdy nie stanął w mojej obronie. Na każdej przerwie musiała mnie obgadać ze swoimi przyjaciółeczkami. Zawsze jak przechodziłam korytarzem to wolała ma mnie grubasek. Choć moja waga była w porządku to nie wiem o co jej chodzi.
Starałam się zbytnio tym nie przejmować, ale i tak mi to się nie udawało. Wieczorami w łóżku przed snem zawsze wylewałam łzy.
-Nic-odpowiedziałam i ruszyłam szybko w stronę sali gimnastycznej.
Weszłam do szatni nie zwracając uwagi na resztę dziewczyn. Przebrałam się szybko w strój i wyszłam czym prędzej z szatni. Weszłam na sale i oparłam się o ścianę czekając jak się zacznie lekcja. Po chwili usłyszałam dzwonek i reszta dziewczyn i chłopaków zeszła się do sali. Nie czekaliśmy długo na naszego nauczyciela. Wkroczył do sali razem z dyrektorką.
Ciekawe co się stało?, pomyślałam.
-Słuchajcie wszyscy.-powiedziała dyrektorka.-Jutro lekcje zostają odwołane.
Cała klasa krzyknęła chórem z zadowolenia.
Dłuższy weekend się zapowiada, powiedziałam w myślach szczęśliwa z tego obrotu sprawy.
-Ale na godzinę 9 muszą się wszyscy stawić w auli szkolnej, obowiązkowo.
Wszyscy kiwnęli głowami na znak że zrozumieli. Dyrektorka wyszła z sali.
-Natalie, poprowadzisz rozgrzewkę na ocenę.
Co? Czemu ja? Westchnęłam tylko i zaczęłam biegać wokół sali. Reszta klasy pobiegła za mną niezbyt chętnie. Zrobiłam tak 5 kółek i przeszłam do robienia przysiadów.
-Nie wypinaj tak tego tyłka bo ci spodnie pękną.-powiedziała złośliwie Clara.
Nie zwracałam na nią uwagi tylko dalej rozgrzewałam się.
-Clara!! Nie opierdalaj się tylko rozgrzewaj się!!!-Wrzasnął nasz nauczyciel.
Tylko on jeden miał wpływ na klasę że mu nikt nigdy nie odpyskiwał.
Clara dała mi spokój i wróciła do ćwiczeń.
Po 15 minutowej rozgrzewce przeszliśmy do gry w siatkówkę. Nie za bardzo lubiłam w to grać. Nigdy nie potrafiłam serwować. Podzieliliśmy się na dwa składy i ustawiliśmy się po przeciwnych stronach siatki. Pierwsza ja miałam serwować. Stanęłam na końcu boiska. Podrzuciłam piłkę do góry i odbiłam ją. Niestety piłka tylko musnęła siatkę i runęła na głowę Clary. Popatrzyła się na mnie wściekła i krzyknęła:
-Uważaj może co? Naucz się wreszcie grać.
-Przepraszam.-powiedziałam cicho.
Po całej tej scenie graliśmy dalej. Nie obyło się bez komentarzy w moją stronę. Mimo że się starałam jak tylko mogłam to i tak moja drużyna przegrała.
-No i widzisz? Jesteś taka głupia że aż przegraliśmy. Kiedy ty się wreszcie nauczysz grać tępaku.
Zeszłam z boiska i poszłam szybko do szatni. Próbowałam opanować łzy, które zdążyły napłynąć mi na policzki. Starłam je czym prędzej i podeszłam do miejsca w którym zostawiłam wcześniej torbę ale jej tam nie znalazłam. Obeszłam całą szatnię i znalazłam ją w śmietniku. W tym czasie co wyciągałam ją ze śmietnika do szatni wchodziły dziewczyny.
-UUU śmieciara.-skomentowała to Sophia.
-Zamknij się-powiedziałam.
-Nie pyskuj.
I pchnęła mnie na ławkę, w wyniku czego potknęłam się się i upadłam na plecy. Niektóre dziewczyny śmiały się, a inne po prostu nie zwracały uwagi na tą scenkę. Wstałam czym prędzej, wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam z szatni nie przebierając się. Wybiegłam ze szkoły jak opętana. Na dworze jak zwykle padało. Nie ma to jak Londyn. Cała zalana łzami biegłam nie patrząc nawet przed siebie. Nie zatrzymałam się nawet gdy przed szkołą na kogoś wbiegłam. Nie zatrzymałam się jednak by przeprosić. Biegłam dalej. Zatrzymałam się dopiero w parku. Było już ciemno na dworze. Nie wiem ile czasu mi zajęło. Nie wiedziałam nawet która jest godzina. Ale miałam to gdzieś. Usiadłam na jednej z ławek i rozpłakałam się już na całego. Dlaczego one mi to robią? Dlaczego ja muszę tak cierpieć? Co ja takiego zrobiłam, że mnie tak pokarało? Cały czas myślałam o dzisiejszym dniu w szkole, i stwierdziłam że mam już dość tego życia. Chciałam się zabić, by zejść już z tego okropnego świata. Tylko zastanawiam się jak to zrobić. Może podetnę sobie żyły? Nie za bardzo bym jeszcze cierpiała. Już wiem. Skoczę z mostu. Tego upadku na pewno nie przeżyję. To będzie jedno uderzenie i ostatnie co poczuję. Tak mi się wydaje. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Napisałam krótkiego sms'a do Rosie. Chciałam się w ten sposób z nią pożegnać.
-"Przepraszam cię. Żegnaj."
Mam nadzieję że mi kiedyś wybaczy to co zamierzałam teraz zrobić. Ale nie widziałam już sensu by żyć. W odpowiedzi na sms poczułam w kieszeni wibracje. Spojrzałam na telefon. Dzwoniła do mnie Rosie. Zamiast odebrać, rozłączyłam się i wyłączyłam telefon. Nie miałam ochoty gadać z nikim. Pobiegłam szybko na pobliski most. Podbiegłam na środek mostu i wychyliłam się. Spojrzałam w dół i nawet nie przestraszyłam się tej wysokości. Tylko jeszcze bardziej mnie uradowała. Może jednak jestem świrnięta. Cieszę się z tego że za chwilę skoczę z tego zasranego mostu. Przeszłam przez barierkę i stanęłam przodem do wody. Popatrzyłam się w dół jeszcze raz i zrobiłam jeden malutki kroczek. Wystarczy że puszczę teraz się barierki, stracę równowagę i polecę w dół.
-Nie rób tego!!
Moje rozmyślenia przerwał męski głos, a raczej należał on do nastolatka. Zresztą nie ważne.
Obróciłam głowę do tyłu. Ujrzałam za sobą zielonookiego bruneta.
-Zostaw mnie. Ja już nie chcę żyć.-krzyknęłam zalana łzami.
-Proszę cię nie skacz.-powiedział podchodząc trochę bliżej.
-Nie zbliżaj się bo skoczę.
Chłopak zatrzymał się.
-Daj mi spokój. Chcę umrzeć i zapomnieć że żyje.
-Nie rób tego. Nie warto.
-A co ty możesz wiedzieć?
-Na pewno masz powód ale uwierz mi, nie warto.
-Ja już nie chcę. Ja już tego nie wytrzymam.
-Czego nie wytrzymasz? Jak chcesz to możesz mi wszystko opowiedzieć. Tylko najpierw zejdź z stamtąd.
Wyciągnął rękę w moją stronę. Popatrzyłam się na nią. Nie chcę z nikim o tym rozmawiać. A na pewno już nie będę tego omawiała z jakimś obcym chłopakiem.
-Nie znam cię.
-Jestem Harry. A teraz podaj mi proszę rękę i zejdź z stamtąd.
Chłopak czekał jak podam mu rękę. Popatrzyłam się tylko na nią.
~Oczami Rosalie~
Odczytałam sms'a od Natie.
-"Przepraszam cię. Żegnaj"
Co to ma do jasnej cholery znaczyć? Przeprasza mnie za co? I Żegnaj. Jakby się żegnała. Wybrałam do niej numer, ale po dwóch sygnałach usłyszałam pocztę głosową. Spróbowałam ponownie, ale dziewczyna wyłączyła telefon. Co to ma znaczyć? Czy ona chce się zabić? Tylko tyle zrozumiałam z tego sms'a. Rzuciłam na łóżko mój blok z rysunkami i wybiegłam na dół. Musiałam ją znaleźć zanim coś sobie zrobi. Ubrałam buty i wyszłam na dwór. Po drodze zgarnęłam kluczyki z szafki. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę jej domu. Może tam ją znajdę. Jechałam jak na siebie bardzo szybko. Teraz liczył się każdy czas. Podjechałam już na jej podjazd i wybiegłam z samochodu jak opętana. Do drzwi dobiegłam zdyszana. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi kilkakrotnie. Po chwili drzwi otworzyła mi jej mama.
-Dobry wieczór, jest Natalie?
-Nie, nie ma jej. Sama jestem zdziwiona, że jej nie ma.
-Cholera.
-Coś się stało?
-Sama nie wiem.
-Powiedz mi co się stało? Boję się o nią. Nie wróciła jeszcze ze szkoły.
-Napisała mi sms'a, że Przeprasza i się pożegnała. Zrozumiałam z tego, że ona chce coś sobie zrobić.
Jej mama popatrzyła na mnie przestraszona.
-Że co? Jedźmy jej szukać.
-Dobrze.
Wsiedliśmy do mojego samochodu i ruszyliśmy. Krążyliśmy po całym mieście ale nigdzie jej nie było widać. Pojechaliśmy do parku może tam będzie. Zaparkowałam na parkingu i wysiedliśmy. Ruszyliśmy ścieżką w głąb parku i nawoływaliśmy.
-Natalie!!!-Krzyknęłam.
Cisza. Szliśmy dalej rozglądając się wszędzie. Po chwili usłyszałam jej krzyk.
-Nie zbliżaj się bo skoczę!!!
Spojrzałam na jej matkę z przerażeniem. Ruszyliśmy szybko w stronę z której usłyszeliśmy krzyki. Doszliśmy do mostu i stanęłam z przerażenia. Zobaczyłam ją. Stała za barierką i kłóciła się z jakimś chłopakiem. Pobiegliśmy tam szybko.
No mamy prolog. Mam nadzieję że was chociaż trochę ten blog zainteresuje :) to życzę wam miłego czytania :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz