Słyszałam piski innych dziewczyn, a ja siedziałam wmurowana i patrzyłam się w niego. Miałam ochotę jak najszybciej opuścić to pomieszczenie, zanim zdąży mnie zauważyć. Piątka chłopaków zdążyła już wejść na podest. Stanęli koło dyrektorki.
-To oni będą oceniać kto wygra.-kontynuowała.-Konkurs odbędzie się za miesiąc. Macie weekend na zastanowienie się czy będziecie brać udział w tym konkursie. Chętni niech się zgłoszą do mnie lub do profesor Smith. Są jakieś pytania?
Spojrzała na nas wszystkich.
-To w takim razie idźcie już do domu.
Siedziałam na krześle do póki wszyscy nie wyszli. Wstałam dopiero kiedy częściowo opustoszała sala.
-Panno Clarkson proszę już o opuszczenie sali. -powiedziała dyrektorka.
Loczek spojrzał się w moją stronę i prawie się uśmiechnął. Spojrzał szybko na chłopaków, szepnął im coś i poszedł w moją stronę. Chciałam już iść ale mnie zatrzymał.
-Czekaj chwilę.-powiedział podchodząc bliżej.
Zatrzymałam się koło drzwi.
-Chciałem się dowiedzieć jak się czujesz?
-Dobrze, dziękuję. Chciałam ci jeszcze raz podziękować za wczoraj. Gdyby nie ty już bym skoczyła.
-Cała przyjemność po mojej stronie.
-Tylko prosiłabym byś nikomu o tym nie mówił.
-Dobrze nie powiem. Ale nie za darmo.
-Mam ci zapłacić?.-powiedziałam zdziwiona.
-Nie o pieniądze mi chodzi. Umów się ze mną na kawę lub herbatę.
W sumie to jestem mu to winna. Uratował mi życie to może tą kawą się mu odwdzięczę.
-Dobrze. Ale nie licz na nic więcej.-powiedziałam.
-Tylko kawa.
-Dobrze.
-To spotkajmy się za godzinę temu w kawiarni przy galerii.
-Nie ma problemu. Przyjdę tam.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi. Za drzwiami czekała na mnie nie miła niespodzianka, w postaci Clary i Sophii.
-Czego chciał od ciebie Harry?-spytała się mnie, mierząc od stóp do głów.
-To nie twoja sprawa.-powiedziałam.-Odczep się wreszcie ode mnie.
-Chciałabyś. Za dobrze się bawię.
-O co ci chodzi?-Spytałam się.
-Bawi mnie to wszystko. To że ty cierpisz.
-Jesteś wredną suką.
-Odwołaj to.-powiedziała zbliżając się do mnie. -Nie. Dosyć już tego.
Złapała mnie za włosy i rzuciła mnie na ścianę.
-Auaaa.-krzyknęłam. -puść mnie!!
Na korytarzu przybyło więcej osób. Do akcji wkroczył Harry.
-Zostaw ją.-powiedział stanowczo.
-A czemu mam ją zostawić?
-Puść ją.
-Panno Knight proszę ją puścić.-powiedziała Dyrektorka.
Puściła mnie, obrzucając mnie przy tym jadowitym spojrzeniem.
-A teraz proszę do mojego gabinetu.
-Co?
-Słyszała pani.
-Ale...
-Powiedziałam coś.
Mruknęła coś jeszcze pod nosem i poszła za dyrektorką.
-Panno Night też zapraszam.
-A ja czemu?
-Bez dyskusji.
Sophia z Clarą się oddaliły z dyrektorką, a ja się poczułam jak sama nie umiem tego opisać.
Harry podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
-Wszystko w porządku?
-Tak-powiedziałam.
-Może pojedziemy moim samochodem do tej kawiarni?
-No dobrze.
Wyszłam szybko na dwór nie patrząc na to, że byłam obserwowana przez całą szkołę. Harry podprowadził mnie do swojego samochodu i otworzył mi drzwi od strony pasażera i wsiadłam. Po chwili sam Harry Styles usiadł za kierownicą i ruszyliśmy.
~Oczami Clary.~
Weszłam wściekła do gabinetu i usiadłam na krzesełku przy biurku.
-Dziewczyny wasze zachowanie jest nie na miejscu.
-Ale mamo.-powiedziałam.
-Nie ma żadne ale. Jutro masz przeprosić tą dziewczynę.
-Nie ma mowy. Ona zaczęła.
-Nie ważne kto zaczął. Ostatnio dochodzą do mnie słuchy, że to nie pierwszy raz kiedy nad nią się znęcacie.
-I ty w to wierzysz mamo?
-Koniec dyskusji. Przeprosisz ją albo nie weźmiesz udziału w tym konkursie.
-Ale to jest nie fer.
-Nie fer jest to, jak traktujesz tą dziewczynę. Albo obie je przeprosicie albo wylatujecie z konkursu.
-Ale...
-Żadne ale. Macie czas do poniedziałku by ją przeprosić.
-Dobrze.-powiedziałam.
-Uciekajcie mi już stąd. Mam dużo roboty.
Wyszłam z Sophią na zewnątrz i to co ujrzałam zbiło mnie z tropu. Ta oferma wsiadała do samochodu Harry,ego. Teraz to na pewno jej nie przeproszę po moim trupie. Jak śmie mi zabierać miłość mojego życia. Nie daruję jej tego. Nim się obejrzałam odjechali mi z oczu. Jeszcze bardziej wściekła wsiadłam do swojego samochodu i ruszyłam do domu.
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału ale miałam inne sprawy na głowie. I przepraszam, że jest taki krótki :) Mam nadzieję że wam się spodoba :)
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
niedziela, 9 sierpnia 2015
Rozdział 1
Patrzyłam dalej na jego rękę. W końcu złapałam za jego rękę. Pomógł mi przeleźć przez barierkę i postawił mnie na ziemi. Wyplątałam się z jego objęć. Oparłam się o barierkę dochodząc do siebie. Może ma i racje. Nie warto było.
-Chcesz pogadać o tym?
-Nie. Nie znam cię.
-Możemy...
Nie dokończył.
-Natalie!!!
Usłyszałam spanikowany głos mojej mamy. O boże!! Uświadomiłam sobie to co chciałam zrobić. Nie pomyślałam o mamie. Jakby się czuła gdybym skoczyła z tego zasranego mostu. Po chwili poczułam jak ramiona mojej rodzicielki mnie obejmują. Czułam jak się cieszy że nic mi nie jest. Objęłam ją i wtuliłam się niczym małe dziecko. Gdy już mnie puściła popatrzyła się na chłopaka.
-Czy mogę wiedzieć czy to przez ciebie moja córka próbowała się zabić?
-Ależ skąd. Nie znam pani córki.-powiedział uprzejmie chłopak.-Przejeżdżałem właśnie przez ten most i zobaczyłem pani córkę jak stoi za barierką.
-To ja dziękuję ci. Uratowałeś moje jedyne dziecko.
Podeszła do niego i go przytuliła.
-Jak ja mam ci się odwdzięczyć?
-Nie musi pani.
-Muszę. Zrobiłeś coś co nie da się opisać słowami.
-Naprawdę nie trzeba. A teraz ja muszę już wracać. A ty proszę nie rób nigdy nic głupiego.
Gapiłam się w swoje stopy. Było mi teraz naprawdę wstyd. Skinęłam tylko głową na znak że zrozumiałam.
Chłopak odwrócił się i wsiadł do samochodu.
Patrzyłam się za odjeżdżającym samochodem jak głupia.
W miedzy czasie podeszła do mnie Rosie. Złapała mnie i przyciągnęła mnie do siebie.
-Obiecaj mi, że nigdy więcej tego nie zrobisz.-szepnęła mi do ucha.
-Przepraszam.
Wyrwałam się z jej uścisku.
-Wracamy już do domu?-spytałam się.-Trochę zimno jest.
-W domu i tak sobie moja panno porozmawiamy.-ostrzegła mnie matka.
Ruszyliśmy w stronę samochodu mojej przyjaciółki. Przez całą drogę Rosie mnie obejmowała, jakby bała się, że za chwilę skoczę jednak z tego mostu. Wsiadłam do samochodu wraz z moją mamą na tył. Rosie odpaliła silnik i pojechaliśmy do domu. Pod domem pożegnałam się z Rosie i weszłam szybko do domu. Chciałam już iść do swojego pokoju, ale moja matka mi nie dała.
-Nie tak szybko. Najpierw mi musisz wszystko wyjaśnić.
-No dobrze. -powiedziałam wchodząc do salonu.
Usiadłam na kanapie a zaraz za mną moja matka.
-Więc słucham. Czemu chciałaś skoczyć?
Moja mama nic nie wiedziała o tym co się działo w szkole. Cały czas była na wyjazdach służbowych, żeby móc utrzymać nas obie i dom. Nigdy jej nie mówiłam co się dzieje. Nie chciałam by się martwiła. Jakby się dowiedziała to by znalazła pracę na miejscu a ja nie miałabym tyle wolnego co mam.
-Ja... Przepraszam cię mamo... Nie wiedziałam co robię.
Do oczu powróciły mi łzy. Matka widząc je przygarnęła mnie do siebie i przytuliła mnie. Gdy się wreszcie uspokoiłam się na tyle, zapytała się mnie:
-Kto cię skrzywdził? Powiesz mi?
-Mamo ja nie chcę o tym rozmawiać. Ale to nie przez chłopaka. Ja nawet nie mam chłopaka.
-To co się stało?
-Ja nie chcę o tym rozmawiać.-powiedziałam uparcie.
-Skarbie martwię się o ciebie. Ostatnim czasy jesteś jakaś nie swoja. Mało jesz, ciągle chodzisz ze spuszczoną głową. W ogóle się nie uśmiechasz. Nie wychodzisz już nawet na dwór. Co się takiego wydarzyło?
-Naprawdę nic takiego.
-Widzę właśnie, że nic się nie stało. Tylko chciałaś skoczyć z mostu. Tylko tak dla frajdy, tak?
-Mamo ja...
Nie wiedziałam już jak mam się od tego wszystkiego wymigać. Wszystko w środku mnie uciskało. Wszystkie emocje mnie uciskały. Z jednej strony mogłam jej powiedzieć, ale tylko pogorszyłabym sprawę. Jakbym komuś coś powiedziała to pewnie jeszcze gorzej by mnie traktowały. A z drugiej nie chcę o tym rozpowiadać. Postanowiłam to narazie przemilczeć.
-Mamo mogę iść już do siebie? Jest już późno a jutro do szkoły.
-Dobrze. Ale jeszcze jedno. Jutro jadę w delegację. Na 5 dni. I proszę cię byś nie robiła głupich wyskoków takich jak dziś.
-Dobrze obiecuję.
-Jadę jutro z rana. Zostawię ci pieniądze byś mogła sobie coś ugotować.
-Dobrze.
Wyszłam z salonu i skierowałam swoje kroki do swojego pokoju. Przebrałam się szybko w piżamę i położyłam się do łóżka. Leżałam w łóżku myśląc o dzisiejszym dniu. Mimo, że byłam w totalnej rozsypce, z oczu nie wydobyła się ani jedna łza, tak jak mam to w zwyczaju co noc. Raczej byłam zła na siebie, że dopuściłam się do tego, że pozwoliłam siebie tak traktować. Postanowiłam, że będę z nimi walczyła, jeszcze nie wiem jak ale będę. I jak kiedykolwiek spotkam tego chłopaka muszę mu podziękować za to, że nie dopuścił do tego bym skoczyła. O ile jeszcze go zobaczę. Przewróciłam się na drugi bok i usnęłam.
Rano wstałam ledwo żywa. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, zabierając po drodze z szafy strój na dzisiaj. Wzięłam szybki prysznic. Jak zwykle podśpiewywałam sobie. Nie ma co. Śpiewanie pod prysznicem. Wyszłam z pod prysznica, wytarłam się i ubrałam na siebie przyszykowane ciuchy. Zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy. Zeszłam na dół do kuchni. Na blacie zauważyłam karteczkę od mamy. "Zostawiam ci pieniądze. Uważaj na siebie. Dzwoń jeśli coś się będzie działo. Kocham cię, mama."
Wzięłam pieniądze z blatu i schowałam je do portfela. Spojrzałam na zegarek. Była już 8.45. Boże jedyny spóźnię się. Nie wiedziałam, że jest już tak późno. Wybiegłam z kuchni i wybiegłam z domu chwytając moją torbę. Pobiegłam szybko na autobus. Gdy dobiegłam już na przystanek wsiadłam do autobusu, który akurat przyjechał. Usiadłam zdyszana przy oknie. Spóźnię się, pomyślałam. Na pewno się spóźnię. Autobus po 10 minutach jazdy zatrzymał się na odpowiednim przystanku. Wysiadłam szybko i pobiegłam szybko w stronę szkoły. Dobrze, że mam z tego przystanku blisko do szkoły. Mimo to weszłam do sali jako ostatnia. Znalazłam szybko wolne miejsce. Na samym przodzie. No trudno. Poszłam tam szybko nie zwracając zbytniej już uwagi na oszczerstwa ze strony Clary i Sophii. Usiadłam i czekałam jak dyrektorka skończy uspokajać gaduły z pierwszego rzędu.
-Witam was wszystkich serdecznie.-zaczęła swój monolog.-Pewnie zastanawiacie się dlaczego was tutaj ściągnęłam.
Popatrzyła się na nas wszystkich upewniając się czy wszyscy jej słuchamy.
-Więc tak. Razem z panią profesor Smith wpadliśmy na pomysł, by urządzić w szkole konkurs. Konkurs dotyczy tego, że macie zaśpiewać jakąś piosenkę. Ten kto wygra ten konkurs wystąpi w teledysku z bardzo znanym nam zespole. A jest nim... One Direction.
Po chwili do sali wkroczyło pięciu chłopaków. Obejrzałam się za siebie i zamarłam. Jednego z nich rozpoznałam.
I jak podoba wam się? :) komentujcie czy jest ok. :) Jesli coś jest źle to to poprawię. To życzę wam miłego czytania :)
Komentarz=motywacja.
-Chcesz pogadać o tym?
-Nie. Nie znam cię.
-Możemy...
Nie dokończył.
-Natalie!!!
Usłyszałam spanikowany głos mojej mamy. O boże!! Uświadomiłam sobie to co chciałam zrobić. Nie pomyślałam o mamie. Jakby się czuła gdybym skoczyła z tego zasranego mostu. Po chwili poczułam jak ramiona mojej rodzicielki mnie obejmują. Czułam jak się cieszy że nic mi nie jest. Objęłam ją i wtuliłam się niczym małe dziecko. Gdy już mnie puściła popatrzyła się na chłopaka.
-Czy mogę wiedzieć czy to przez ciebie moja córka próbowała się zabić?
-Ależ skąd. Nie znam pani córki.-powiedział uprzejmie chłopak.-Przejeżdżałem właśnie przez ten most i zobaczyłem pani córkę jak stoi za barierką.
-To ja dziękuję ci. Uratowałeś moje jedyne dziecko.
Podeszła do niego i go przytuliła.
-Jak ja mam ci się odwdzięczyć?
-Nie musi pani.
-Muszę. Zrobiłeś coś co nie da się opisać słowami.
-Naprawdę nie trzeba. A teraz ja muszę już wracać. A ty proszę nie rób nigdy nic głupiego.
Gapiłam się w swoje stopy. Było mi teraz naprawdę wstyd. Skinęłam tylko głową na znak że zrozumiałam.
Chłopak odwrócił się i wsiadł do samochodu.
Patrzyłam się za odjeżdżającym samochodem jak głupia.
W miedzy czasie podeszła do mnie Rosie. Złapała mnie i przyciągnęła mnie do siebie.
-Obiecaj mi, że nigdy więcej tego nie zrobisz.-szepnęła mi do ucha.
-Przepraszam.
Wyrwałam się z jej uścisku.
-Wracamy już do domu?-spytałam się.-Trochę zimno jest.
-W domu i tak sobie moja panno porozmawiamy.-ostrzegła mnie matka.
Ruszyliśmy w stronę samochodu mojej przyjaciółki. Przez całą drogę Rosie mnie obejmowała, jakby bała się, że za chwilę skoczę jednak z tego mostu. Wsiadłam do samochodu wraz z moją mamą na tył. Rosie odpaliła silnik i pojechaliśmy do domu. Pod domem pożegnałam się z Rosie i weszłam szybko do domu. Chciałam już iść do swojego pokoju, ale moja matka mi nie dała.
-Nie tak szybko. Najpierw mi musisz wszystko wyjaśnić.
-No dobrze. -powiedziałam wchodząc do salonu.
Usiadłam na kanapie a zaraz za mną moja matka.
-Więc słucham. Czemu chciałaś skoczyć?
Moja mama nic nie wiedziała o tym co się działo w szkole. Cały czas była na wyjazdach służbowych, żeby móc utrzymać nas obie i dom. Nigdy jej nie mówiłam co się dzieje. Nie chciałam by się martwiła. Jakby się dowiedziała to by znalazła pracę na miejscu a ja nie miałabym tyle wolnego co mam.
-Ja... Przepraszam cię mamo... Nie wiedziałam co robię.
Do oczu powróciły mi łzy. Matka widząc je przygarnęła mnie do siebie i przytuliła mnie. Gdy się wreszcie uspokoiłam się na tyle, zapytała się mnie:
-Kto cię skrzywdził? Powiesz mi?
-Mamo ja nie chcę o tym rozmawiać. Ale to nie przez chłopaka. Ja nawet nie mam chłopaka.
-To co się stało?
-Ja nie chcę o tym rozmawiać.-powiedziałam uparcie.
-Skarbie martwię się o ciebie. Ostatnim czasy jesteś jakaś nie swoja. Mało jesz, ciągle chodzisz ze spuszczoną głową. W ogóle się nie uśmiechasz. Nie wychodzisz już nawet na dwór. Co się takiego wydarzyło?
-Naprawdę nic takiego.
-Widzę właśnie, że nic się nie stało. Tylko chciałaś skoczyć z mostu. Tylko tak dla frajdy, tak?
-Mamo ja...
Nie wiedziałam już jak mam się od tego wszystkiego wymigać. Wszystko w środku mnie uciskało. Wszystkie emocje mnie uciskały. Z jednej strony mogłam jej powiedzieć, ale tylko pogorszyłabym sprawę. Jakbym komuś coś powiedziała to pewnie jeszcze gorzej by mnie traktowały. A z drugiej nie chcę o tym rozpowiadać. Postanowiłam to narazie przemilczeć.
-Mamo mogę iść już do siebie? Jest już późno a jutro do szkoły.
-Dobrze. Ale jeszcze jedno. Jutro jadę w delegację. Na 5 dni. I proszę cię byś nie robiła głupich wyskoków takich jak dziś.
-Dobrze obiecuję.
-Jadę jutro z rana. Zostawię ci pieniądze byś mogła sobie coś ugotować.
-Dobrze.
Wyszłam z salonu i skierowałam swoje kroki do swojego pokoju. Przebrałam się szybko w piżamę i położyłam się do łóżka. Leżałam w łóżku myśląc o dzisiejszym dniu. Mimo, że byłam w totalnej rozsypce, z oczu nie wydobyła się ani jedna łza, tak jak mam to w zwyczaju co noc. Raczej byłam zła na siebie, że dopuściłam się do tego, że pozwoliłam siebie tak traktować. Postanowiłam, że będę z nimi walczyła, jeszcze nie wiem jak ale będę. I jak kiedykolwiek spotkam tego chłopaka muszę mu podziękować za to, że nie dopuścił do tego bym skoczyła. O ile jeszcze go zobaczę. Przewróciłam się na drugi bok i usnęłam.
Rano wstałam ledwo żywa. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, zabierając po drodze z szafy strój na dzisiaj. Wzięłam szybki prysznic. Jak zwykle podśpiewywałam sobie. Nie ma co. Śpiewanie pod prysznicem. Wyszłam z pod prysznica, wytarłam się i ubrałam na siebie przyszykowane ciuchy. Zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy. Zeszłam na dół do kuchni. Na blacie zauważyłam karteczkę od mamy. "Zostawiam ci pieniądze. Uważaj na siebie. Dzwoń jeśli coś się będzie działo. Kocham cię, mama."
Wzięłam pieniądze z blatu i schowałam je do portfela. Spojrzałam na zegarek. Była już 8.45. Boże jedyny spóźnię się. Nie wiedziałam, że jest już tak późno. Wybiegłam z kuchni i wybiegłam z domu chwytając moją torbę. Pobiegłam szybko na autobus. Gdy dobiegłam już na przystanek wsiadłam do autobusu, który akurat przyjechał. Usiadłam zdyszana przy oknie. Spóźnię się, pomyślałam. Na pewno się spóźnię. Autobus po 10 minutach jazdy zatrzymał się na odpowiednim przystanku. Wysiadłam szybko i pobiegłam szybko w stronę szkoły. Dobrze, że mam z tego przystanku blisko do szkoły. Mimo to weszłam do sali jako ostatnia. Znalazłam szybko wolne miejsce. Na samym przodzie. No trudno. Poszłam tam szybko nie zwracając zbytniej już uwagi na oszczerstwa ze strony Clary i Sophii. Usiadłam i czekałam jak dyrektorka skończy uspokajać gaduły z pierwszego rzędu.
-Witam was wszystkich serdecznie.-zaczęła swój monolog.-Pewnie zastanawiacie się dlaczego was tutaj ściągnęłam.
Popatrzyła się na nas wszystkich upewniając się czy wszyscy jej słuchamy.
-Więc tak. Razem z panią profesor Smith wpadliśmy na pomysł, by urządzić w szkole konkurs. Konkurs dotyczy tego, że macie zaśpiewać jakąś piosenkę. Ten kto wygra ten konkurs wystąpi w teledysku z bardzo znanym nam zespole. A jest nim... One Direction.
Po chwili do sali wkroczyło pięciu chłopaków. Obejrzałam się za siebie i zamarłam. Jednego z nich rozpoznałam.
I jak podoba wam się? :) komentujcie czy jest ok. :) Jesli coś jest źle to to poprawię. To życzę wam miłego czytania :)
Komentarz=motywacja.
wtorek, 4 sierpnia 2015
Prolog.
Wyszłam z sali i automatycznie wylądowałam na ziemi. Upadając wypadła mi torba z książkami i zawartość mojej torby wysypała się na korytarz. Czym prędzej zaczęłam zbierać z powrotem moje rzeczy do torby, nie przejmując się śmiechami innych uczniów. Gdy już wszystko było w mojej torbie obejrzałam się za siebie, by sprawdzić co było powodem mojego upadku. No a jakże by inaczej. Pod ścianą koło drzwi stała Clara. Mój największy wróg. To ona podstawiła mi nogę.
-Uważaj jak chodzisz.-powiedziała.-Zniszczysz mi jeszcze buty. Dopiero co je kupiłam.
-A co mnie to.-powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
-Co tam mruczysz pod nosem?-powiedziała śmiejąc się ze mnie.
Boże czy ona da mi wreszcie spokój? Co ja jej takiego zrobiłam? Całymi dniami nie dawała mi spokoju. Najgorsze było to, że klasa stała po jej stronie. Nikt nigdy nie stanął w mojej obronie. Na każdej przerwie musiała mnie obgadać ze swoimi przyjaciółeczkami. Zawsze jak przechodziłam korytarzem to wolała ma mnie grubasek. Choć moja waga była w porządku to nie wiem o co jej chodzi.
Starałam się zbytnio tym nie przejmować, ale i tak mi to się nie udawało. Wieczorami w łóżku przed snem zawsze wylewałam łzy.
-Nic-odpowiedziałam i ruszyłam szybko w stronę sali gimnastycznej.
Weszłam do szatni nie zwracając uwagi na resztę dziewczyn. Przebrałam się szybko w strój i wyszłam czym prędzej z szatni. Weszłam na sale i oparłam się o ścianę czekając jak się zacznie lekcja. Po chwili usłyszałam dzwonek i reszta dziewczyn i chłopaków zeszła się do sali. Nie czekaliśmy długo na naszego nauczyciela. Wkroczył do sali razem z dyrektorką.
Ciekawe co się stało?, pomyślałam.
-Słuchajcie wszyscy.-powiedziała dyrektorka.-Jutro lekcje zostają odwołane.
Cała klasa krzyknęła chórem z zadowolenia.
Dłuższy weekend się zapowiada, powiedziałam w myślach szczęśliwa z tego obrotu sprawy.
-Ale na godzinę 9 muszą się wszyscy stawić w auli szkolnej, obowiązkowo.
Wszyscy kiwnęli głowami na znak że zrozumieli. Dyrektorka wyszła z sali.
-Natalie, poprowadzisz rozgrzewkę na ocenę.
Co? Czemu ja? Westchnęłam tylko i zaczęłam biegać wokół sali. Reszta klasy pobiegła za mną niezbyt chętnie. Zrobiłam tak 5 kółek i przeszłam do robienia przysiadów.
-Nie wypinaj tak tego tyłka bo ci spodnie pękną.-powiedziała złośliwie Clara.
Nie zwracałam na nią uwagi tylko dalej rozgrzewałam się.
-Clara!! Nie opierdalaj się tylko rozgrzewaj się!!!-Wrzasnął nasz nauczyciel.
Tylko on jeden miał wpływ na klasę że mu nikt nigdy nie odpyskiwał.
Clara dała mi spokój i wróciła do ćwiczeń.
Po 15 minutowej rozgrzewce przeszliśmy do gry w siatkówkę. Nie za bardzo lubiłam w to grać. Nigdy nie potrafiłam serwować. Podzieliliśmy się na dwa składy i ustawiliśmy się po przeciwnych stronach siatki. Pierwsza ja miałam serwować. Stanęłam na końcu boiska. Podrzuciłam piłkę do góry i odbiłam ją. Niestety piłka tylko musnęła siatkę i runęła na głowę Clary. Popatrzyła się na mnie wściekła i krzyknęła:
-Uważaj może co? Naucz się wreszcie grać.
-Przepraszam.-powiedziałam cicho.
Po całej tej scenie graliśmy dalej. Nie obyło się bez komentarzy w moją stronę. Mimo że się starałam jak tylko mogłam to i tak moja drużyna przegrała.
-No i widzisz? Jesteś taka głupia że aż przegraliśmy. Kiedy ty się wreszcie nauczysz grać tępaku.
Zeszłam z boiska i poszłam szybko do szatni. Próbowałam opanować łzy, które zdążyły napłynąć mi na policzki. Starłam je czym prędzej i podeszłam do miejsca w którym zostawiłam wcześniej torbę ale jej tam nie znalazłam. Obeszłam całą szatnię i znalazłam ją w śmietniku. W tym czasie co wyciągałam ją ze śmietnika do szatni wchodziły dziewczyny.
-UUU śmieciara.-skomentowała to Sophia.
-Zamknij się-powiedziałam.
-Nie pyskuj.
I pchnęła mnie na ławkę, w wyniku czego potknęłam się się i upadłam na plecy. Niektóre dziewczyny śmiały się, a inne po prostu nie zwracały uwagi na tą scenkę. Wstałam czym prędzej, wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam z szatni nie przebierając się. Wybiegłam ze szkoły jak opętana. Na dworze jak zwykle padało. Nie ma to jak Londyn. Cała zalana łzami biegłam nie patrząc nawet przed siebie. Nie zatrzymałam się nawet gdy przed szkołą na kogoś wbiegłam. Nie zatrzymałam się jednak by przeprosić. Biegłam dalej. Zatrzymałam się dopiero w parku. Było już ciemno na dworze. Nie wiem ile czasu mi zajęło. Nie wiedziałam nawet która jest godzina. Ale miałam to gdzieś. Usiadłam na jednej z ławek i rozpłakałam się już na całego. Dlaczego one mi to robią? Dlaczego ja muszę tak cierpieć? Co ja takiego zrobiłam, że mnie tak pokarało? Cały czas myślałam o dzisiejszym dniu w szkole, i stwierdziłam że mam już dość tego życia. Chciałam się zabić, by zejść już z tego okropnego świata. Tylko zastanawiam się jak to zrobić. Może podetnę sobie żyły? Nie za bardzo bym jeszcze cierpiała. Już wiem. Skoczę z mostu. Tego upadku na pewno nie przeżyję. To będzie jedno uderzenie i ostatnie co poczuję. Tak mi się wydaje. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Napisałam krótkiego sms'a do Rosie. Chciałam się w ten sposób z nią pożegnać.
-"Przepraszam cię. Żegnaj."
Mam nadzieję że mi kiedyś wybaczy to co zamierzałam teraz zrobić. Ale nie widziałam już sensu by żyć. W odpowiedzi na sms poczułam w kieszeni wibracje. Spojrzałam na telefon. Dzwoniła do mnie Rosie. Zamiast odebrać, rozłączyłam się i wyłączyłam telefon. Nie miałam ochoty gadać z nikim. Pobiegłam szybko na pobliski most. Podbiegłam na środek mostu i wychyliłam się. Spojrzałam w dół i nawet nie przestraszyłam się tej wysokości. Tylko jeszcze bardziej mnie uradowała. Może jednak jestem świrnięta. Cieszę się z tego że za chwilę skoczę z tego zasranego mostu. Przeszłam przez barierkę i stanęłam przodem do wody. Popatrzyłam się w dół jeszcze raz i zrobiłam jeden malutki kroczek. Wystarczy że puszczę teraz się barierki, stracę równowagę i polecę w dół.
-Nie rób tego!!
Moje rozmyślenia przerwał męski głos, a raczej należał on do nastolatka. Zresztą nie ważne.
Obróciłam głowę do tyłu. Ujrzałam za sobą zielonookiego bruneta.
-Zostaw mnie. Ja już nie chcę żyć.-krzyknęłam zalana łzami.
-Proszę cię nie skacz.-powiedział podchodząc trochę bliżej.
-Nie zbliżaj się bo skoczę.
Chłopak zatrzymał się.
-Daj mi spokój. Chcę umrzeć i zapomnieć że żyje.
-Nie rób tego. Nie warto.
-A co ty możesz wiedzieć?
-Na pewno masz powód ale uwierz mi, nie warto.
-Ja już nie chcę. Ja już tego nie wytrzymam.
-Czego nie wytrzymasz? Jak chcesz to możesz mi wszystko opowiedzieć. Tylko najpierw zejdź z stamtąd.
Wyciągnął rękę w moją stronę. Popatrzyłam się na nią. Nie chcę z nikim o tym rozmawiać. A na pewno już nie będę tego omawiała z jakimś obcym chłopakiem.
-Nie znam cię.
-Jestem Harry. A teraz podaj mi proszę rękę i zejdź z stamtąd.
Chłopak czekał jak podam mu rękę. Popatrzyłam się tylko na nią.
~Oczami Rosalie~
Odczytałam sms'a od Natie.
-"Przepraszam cię. Żegnaj"
Co to ma do jasnej cholery znaczyć? Przeprasza mnie za co? I Żegnaj. Jakby się żegnała. Wybrałam do niej numer, ale po dwóch sygnałach usłyszałam pocztę głosową. Spróbowałam ponownie, ale dziewczyna wyłączyła telefon. Co to ma znaczyć? Czy ona chce się zabić? Tylko tyle zrozumiałam z tego sms'a. Rzuciłam na łóżko mój blok z rysunkami i wybiegłam na dół. Musiałam ją znaleźć zanim coś sobie zrobi. Ubrałam buty i wyszłam na dwór. Po drodze zgarnęłam kluczyki z szafki. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę jej domu. Może tam ją znajdę. Jechałam jak na siebie bardzo szybko. Teraz liczył się każdy czas. Podjechałam już na jej podjazd i wybiegłam z samochodu jak opętana. Do drzwi dobiegłam zdyszana. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi kilkakrotnie. Po chwili drzwi otworzyła mi jej mama.
-Dobry wieczór, jest Natalie?
-Nie, nie ma jej. Sama jestem zdziwiona, że jej nie ma.
-Cholera.
-Coś się stało?
-Sama nie wiem.
-Powiedz mi co się stało? Boję się o nią. Nie wróciła jeszcze ze szkoły.
-Napisała mi sms'a, że Przeprasza i się pożegnała. Zrozumiałam z tego, że ona chce coś sobie zrobić.
Jej mama popatrzyła na mnie przestraszona.
-Że co? Jedźmy jej szukać.
-Dobrze.
Wsiedliśmy do mojego samochodu i ruszyliśmy. Krążyliśmy po całym mieście ale nigdzie jej nie było widać. Pojechaliśmy do parku może tam będzie. Zaparkowałam na parkingu i wysiedliśmy. Ruszyliśmy ścieżką w głąb parku i nawoływaliśmy.
-Natalie!!!-Krzyknęłam.
Cisza. Szliśmy dalej rozglądając się wszędzie. Po chwili usłyszałam jej krzyk.
-Nie zbliżaj się bo skoczę!!!
Spojrzałam na jej matkę z przerażeniem. Ruszyliśmy szybko w stronę z której usłyszeliśmy krzyki. Doszliśmy do mostu i stanęłam z przerażenia. Zobaczyłam ją. Stała za barierką i kłóciła się z jakimś chłopakiem. Pobiegliśmy tam szybko.
No mamy prolog. Mam nadzieję że was chociaż trochę ten blog zainteresuje :) to życzę wam miłego czytania :)
-Uważaj jak chodzisz.-powiedziała.-Zniszczysz mi jeszcze buty. Dopiero co je kupiłam.
-A co mnie to.-powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
-Co tam mruczysz pod nosem?-powiedziała śmiejąc się ze mnie.
Boże czy ona da mi wreszcie spokój? Co ja jej takiego zrobiłam? Całymi dniami nie dawała mi spokoju. Najgorsze było to, że klasa stała po jej stronie. Nikt nigdy nie stanął w mojej obronie. Na każdej przerwie musiała mnie obgadać ze swoimi przyjaciółeczkami. Zawsze jak przechodziłam korytarzem to wolała ma mnie grubasek. Choć moja waga była w porządku to nie wiem o co jej chodzi.
Starałam się zbytnio tym nie przejmować, ale i tak mi to się nie udawało. Wieczorami w łóżku przed snem zawsze wylewałam łzy.
-Nic-odpowiedziałam i ruszyłam szybko w stronę sali gimnastycznej.
Weszłam do szatni nie zwracając uwagi na resztę dziewczyn. Przebrałam się szybko w strój i wyszłam czym prędzej z szatni. Weszłam na sale i oparłam się o ścianę czekając jak się zacznie lekcja. Po chwili usłyszałam dzwonek i reszta dziewczyn i chłopaków zeszła się do sali. Nie czekaliśmy długo na naszego nauczyciela. Wkroczył do sali razem z dyrektorką.
Ciekawe co się stało?, pomyślałam.
-Słuchajcie wszyscy.-powiedziała dyrektorka.-Jutro lekcje zostają odwołane.
Cała klasa krzyknęła chórem z zadowolenia.
Dłuższy weekend się zapowiada, powiedziałam w myślach szczęśliwa z tego obrotu sprawy.
-Ale na godzinę 9 muszą się wszyscy stawić w auli szkolnej, obowiązkowo.
Wszyscy kiwnęli głowami na znak że zrozumieli. Dyrektorka wyszła z sali.
-Natalie, poprowadzisz rozgrzewkę na ocenę.
Co? Czemu ja? Westchnęłam tylko i zaczęłam biegać wokół sali. Reszta klasy pobiegła za mną niezbyt chętnie. Zrobiłam tak 5 kółek i przeszłam do robienia przysiadów.
-Nie wypinaj tak tego tyłka bo ci spodnie pękną.-powiedziała złośliwie Clara.
Nie zwracałam na nią uwagi tylko dalej rozgrzewałam się.
-Clara!! Nie opierdalaj się tylko rozgrzewaj się!!!-Wrzasnął nasz nauczyciel.
Tylko on jeden miał wpływ na klasę że mu nikt nigdy nie odpyskiwał.
Clara dała mi spokój i wróciła do ćwiczeń.
Po 15 minutowej rozgrzewce przeszliśmy do gry w siatkówkę. Nie za bardzo lubiłam w to grać. Nigdy nie potrafiłam serwować. Podzieliliśmy się na dwa składy i ustawiliśmy się po przeciwnych stronach siatki. Pierwsza ja miałam serwować. Stanęłam na końcu boiska. Podrzuciłam piłkę do góry i odbiłam ją. Niestety piłka tylko musnęła siatkę i runęła na głowę Clary. Popatrzyła się na mnie wściekła i krzyknęła:
-Uważaj może co? Naucz się wreszcie grać.
-Przepraszam.-powiedziałam cicho.
Po całej tej scenie graliśmy dalej. Nie obyło się bez komentarzy w moją stronę. Mimo że się starałam jak tylko mogłam to i tak moja drużyna przegrała.
-No i widzisz? Jesteś taka głupia że aż przegraliśmy. Kiedy ty się wreszcie nauczysz grać tępaku.
Zeszłam z boiska i poszłam szybko do szatni. Próbowałam opanować łzy, które zdążyły napłynąć mi na policzki. Starłam je czym prędzej i podeszłam do miejsca w którym zostawiłam wcześniej torbę ale jej tam nie znalazłam. Obeszłam całą szatnię i znalazłam ją w śmietniku. W tym czasie co wyciągałam ją ze śmietnika do szatni wchodziły dziewczyny.
-UUU śmieciara.-skomentowała to Sophia.
-Zamknij się-powiedziałam.
-Nie pyskuj.
I pchnęła mnie na ławkę, w wyniku czego potknęłam się się i upadłam na plecy. Niektóre dziewczyny śmiały się, a inne po prostu nie zwracały uwagi na tą scenkę. Wstałam czym prędzej, wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam z szatni nie przebierając się. Wybiegłam ze szkoły jak opętana. Na dworze jak zwykle padało. Nie ma to jak Londyn. Cała zalana łzami biegłam nie patrząc nawet przed siebie. Nie zatrzymałam się nawet gdy przed szkołą na kogoś wbiegłam. Nie zatrzymałam się jednak by przeprosić. Biegłam dalej. Zatrzymałam się dopiero w parku. Było już ciemno na dworze. Nie wiem ile czasu mi zajęło. Nie wiedziałam nawet która jest godzina. Ale miałam to gdzieś. Usiadłam na jednej z ławek i rozpłakałam się już na całego. Dlaczego one mi to robią? Dlaczego ja muszę tak cierpieć? Co ja takiego zrobiłam, że mnie tak pokarało? Cały czas myślałam o dzisiejszym dniu w szkole, i stwierdziłam że mam już dość tego życia. Chciałam się zabić, by zejść już z tego okropnego świata. Tylko zastanawiam się jak to zrobić. Może podetnę sobie żyły? Nie za bardzo bym jeszcze cierpiała. Już wiem. Skoczę z mostu. Tego upadku na pewno nie przeżyję. To będzie jedno uderzenie i ostatnie co poczuję. Tak mi się wydaje. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Napisałam krótkiego sms'a do Rosie. Chciałam się w ten sposób z nią pożegnać.
-"Przepraszam cię. Żegnaj."
Mam nadzieję że mi kiedyś wybaczy to co zamierzałam teraz zrobić. Ale nie widziałam już sensu by żyć. W odpowiedzi na sms poczułam w kieszeni wibracje. Spojrzałam na telefon. Dzwoniła do mnie Rosie. Zamiast odebrać, rozłączyłam się i wyłączyłam telefon. Nie miałam ochoty gadać z nikim. Pobiegłam szybko na pobliski most. Podbiegłam na środek mostu i wychyliłam się. Spojrzałam w dół i nawet nie przestraszyłam się tej wysokości. Tylko jeszcze bardziej mnie uradowała. Może jednak jestem świrnięta. Cieszę się z tego że za chwilę skoczę z tego zasranego mostu. Przeszłam przez barierkę i stanęłam przodem do wody. Popatrzyłam się w dół jeszcze raz i zrobiłam jeden malutki kroczek. Wystarczy że puszczę teraz się barierki, stracę równowagę i polecę w dół.
-Nie rób tego!!
Moje rozmyślenia przerwał męski głos, a raczej należał on do nastolatka. Zresztą nie ważne.
Obróciłam głowę do tyłu. Ujrzałam za sobą zielonookiego bruneta.
-Zostaw mnie. Ja już nie chcę żyć.-krzyknęłam zalana łzami.
-Proszę cię nie skacz.-powiedział podchodząc trochę bliżej.
-Nie zbliżaj się bo skoczę.
Chłopak zatrzymał się.
-Daj mi spokój. Chcę umrzeć i zapomnieć że żyje.
-Nie rób tego. Nie warto.
-A co ty możesz wiedzieć?
-Na pewno masz powód ale uwierz mi, nie warto.
-Ja już nie chcę. Ja już tego nie wytrzymam.
-Czego nie wytrzymasz? Jak chcesz to możesz mi wszystko opowiedzieć. Tylko najpierw zejdź z stamtąd.
Wyciągnął rękę w moją stronę. Popatrzyłam się na nią. Nie chcę z nikim o tym rozmawiać. A na pewno już nie będę tego omawiała z jakimś obcym chłopakiem.
-Nie znam cię.
-Jestem Harry. A teraz podaj mi proszę rękę i zejdź z stamtąd.
Chłopak czekał jak podam mu rękę. Popatrzyłam się tylko na nią.
~Oczami Rosalie~
Odczytałam sms'a od Natie.
-"Przepraszam cię. Żegnaj"
Co to ma do jasnej cholery znaczyć? Przeprasza mnie za co? I Żegnaj. Jakby się żegnała. Wybrałam do niej numer, ale po dwóch sygnałach usłyszałam pocztę głosową. Spróbowałam ponownie, ale dziewczyna wyłączyła telefon. Co to ma znaczyć? Czy ona chce się zabić? Tylko tyle zrozumiałam z tego sms'a. Rzuciłam na łóżko mój blok z rysunkami i wybiegłam na dół. Musiałam ją znaleźć zanim coś sobie zrobi. Ubrałam buty i wyszłam na dwór. Po drodze zgarnęłam kluczyki z szafki. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę jej domu. Może tam ją znajdę. Jechałam jak na siebie bardzo szybko. Teraz liczył się każdy czas. Podjechałam już na jej podjazd i wybiegłam z samochodu jak opętana. Do drzwi dobiegłam zdyszana. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi kilkakrotnie. Po chwili drzwi otworzyła mi jej mama.
-Dobry wieczór, jest Natalie?
-Nie, nie ma jej. Sama jestem zdziwiona, że jej nie ma.
-Cholera.
-Coś się stało?
-Sama nie wiem.
-Powiedz mi co się stało? Boję się o nią. Nie wróciła jeszcze ze szkoły.
-Napisała mi sms'a, że Przeprasza i się pożegnała. Zrozumiałam z tego, że ona chce coś sobie zrobić.
Jej mama popatrzyła na mnie przestraszona.
-Że co? Jedźmy jej szukać.
-Dobrze.
Wsiedliśmy do mojego samochodu i ruszyliśmy. Krążyliśmy po całym mieście ale nigdzie jej nie było widać. Pojechaliśmy do parku może tam będzie. Zaparkowałam na parkingu i wysiedliśmy. Ruszyliśmy ścieżką w głąb parku i nawoływaliśmy.
-Natalie!!!-Krzyknęłam.
Cisza. Szliśmy dalej rozglądając się wszędzie. Po chwili usłyszałam jej krzyk.
-Nie zbliżaj się bo skoczę!!!
Spojrzałam na jej matkę z przerażeniem. Ruszyliśmy szybko w stronę z której usłyszeliśmy krzyki. Doszliśmy do mostu i stanęłam z przerażenia. Zobaczyłam ją. Stała za barierką i kłóciła się z jakimś chłopakiem. Pobiegliśmy tam szybko.
No mamy prolog. Mam nadzieję że was chociaż trochę ten blog zainteresuje :) to życzę wam miłego czytania :)
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Bohaterowie
Natalie Clarkson(18 lat) -Chodzi do 2 klasy liceum. Nie ma chłopaka. Jest wyśmiewana w klasie. Mieszka samotnie z matką. Ojciec zostawił je gdy miała 5 lat. Jej pasją jest śpiewanie.
Rosalie Smith( 20 lat) - Przyjaciółka Natalie. Znają się od małego. Ma chłopaka Mark'a.
Liam Payne(20 lat) - wokalista w zespole One Direction.
Harry Styles(19 lat) - wokalista zespołu One Direction.
Zayn Malik(20 lat) - wokalista zespołu One Direction.
Louis Tomlinson(22 lata) - wokalista zespołu One Direction.
Niall Horan(20 lat) - wokalista zespołu One Direction.
Resztę bohaterów poznacie w rozdziałach.
Rosalie Smith( 20 lat) - Przyjaciółka Natalie. Znają się od małego. Ma chłopaka Mark'a.
Liam Payne(20 lat) - wokalista w zespole One Direction.
Harry Styles(19 lat) - wokalista zespołu One Direction.
Zayn Malik(20 lat) - wokalista zespołu One Direction.
Louis Tomlinson(22 lata) - wokalista zespołu One Direction.
Niall Horan(20 lat) - wokalista zespołu One Direction.
Resztę bohaterów poznacie w rozdziałach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






